Jak doszło do rozłamu w PiS?
Wiosną wyglądało jeszcze na to, że oba roje znalazły sposób na wspólne życie, a PiS miało oddychać „dwoma płucami”. Szybko okazało się jednak, że anatomia polityczna rządzi się własnymi prawami. W lipcu władze partii zażądały od działaczy wystąpienia ze stowarzyszeń i podpisania deklaracji lojalności.
Ale czasy, gdy wszyscy bez szemrania wykonywali polecenia prezesa, bezpowrotnie minęły. Podpisania lojalki odmówił Morawiecki oraz jego ludzie i w efekcie znaleźli się poza partią. Nie obyło się bez kłótni i wzajemnych oskarżeń o zdradę, intrygi i działanie na korzyść politycznych przeciwników. Czyli klasyczna nawalanka, tyle że dla odmiany we własnym gronie.
Zaczęło się od tego, że Morawiecki poczuł się odsunięty na dalszy plan, gdy Jarosław Kaczyński (Bliźnięta), postawił na Przemysława Czarnka (Bliźnięta) jako kandydata na nowego premiera. A nie jest to człowiek, który potulnie ustępuje innym miejsca.