Piesiewicz usłyszał zarzuty
Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego usłyszał zarzuty m.in. płatnej protekcji. Chodzi o słynny zegarek luksusowej marki (wart ok. 40 tysięcy euro), który pojawił się na jego ręku dziwnym trafem tuż po tym, jak Zondacrypto uwiarygodniła się, zostając sponsorem PKOl.
Sam Piesiewicz nie przyznaje się do winy, twierdzi, że jest ofiarą politycznej gry (a Ryby doskonale odnajdują się w roli poszkodowanego niewiniątka), zaś na inwestycji w bitcoiny stracił 200 tysięcy euro, choć fakty wskazują, że – najwyraźniej ostrzeżony – zdążył wycofać całą swoją kasę. A zegarek kupił sobie sam, tylko że… przez Krala. Prokuratura oczywiście nie wierzy w te pokrętne tłumaczenia.
Bo też Ryby mają kłopot z wyraźną granicą między prawdą a własną narracją. A Słońce Piesiewicza jest właśnie w Rybach, Mars również.