Łukasz Litewka. Poseł
Choć mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych, ta śmierć pokazuje, że czasem to nieprawda. Po wypadku wiele osób pisało: "jedyny polityk, jakiego mi szkoda". Można było nie obserwować Litewki na facebooku, a jego posty i tak się wyświetlały, zgromadził w końcu prawie 900tyś obserwujących, miał gigantyczne zasięgi. Był tytanem czynienia dobra, popularność zdobył dzięki zbiórkom na rzecz potrzebujących, a w kampanii wyborczej na plakatach pokazywał się ze schroniskowymi psami do adopcji.
Do Sejmu dostał się z ostatniego miejsca na liście. Jak to osiągnął? Postawił na kontakty bezpośrednie i oddolne działania. Już wcześniej jako radny dał się poznać jako społecznik, malował ławki, przycinał własnoręcznie chaszcze pod blokami, ale przede wszystkim był blisko ludzi i udowadniał, że problemy da się rozwiązać. Kiedy dostał się do Sejmu, Uran tranzytował mu Słońce. I jak to Uran, w mgnieniu oka odmienił życie 34-latka, którego wtedy poznała cała Polska.