Jowisz to nie żaden dostojny król planet
...który zasiada na gwiezdnym tronie. To intergalaktyczny, gazowy oligarcha, typowy wujek z Ameryki, który na weselu zajmuje pół stołu, żre za czterech, sypie dolarami i opowiada żenujące żarty, z których wszyscy śmieją się tylko dlatego, że liczą na spadek.
Jowisz to absolutny tytan przesady, spaślak Układu Słonecznego, w którym zmieściłyby się wszystkie inne planety, a i tak zostałoby sporo miejsca na jego przerośniętego ego.
Fizycznie ten gigant to budowalna fuszerka
Nie ma tam nawet na czym stanąć. To w zasadzie potężny bąk, gigantyczna kula wodoru i helu, czyli tego, z czego zrobione są gwiazdy. Można więc rzec, że Jowisz to materiał na gwiazdę, niespełniony idol, który bardzo chciał być jak Słońce, ale zabrakło mu masy.
Teraz po prostu wisi w próżni, świeci światłem odbitym i leczy kompleksy rozmiarem. A na samym jego środku Wielka Czerwona Plama, czyli gigantyczny antycyklon, który kręci się z prędkością kilkuset kilometrów na godzinę. Z perspektywy Ziemi wygląda to jak uroczy pieprzyk na jowiszowym obliczu, ale w rzeczywistości to burza wielkości całej naszej planety.
Astrofizycy wciskają nam kit, że Jowisz to nasz kosmiczny ochroniarz, bo swoją potężną grawitacją wyłapuje lecące w stronę Ziemi asteroidy. Prawda jest taka, że on po prostu żre wszystko, co mu wpadnie w łapy.