Michał Kołodziejczak był zwykłym rolnikiem...
...spod Sieradza. Aż pewnego dnia uznał, że skoro potrafi uprawiać ziemniaki i kapustę, to równie dobrze może uprawiać politykę. Złapał za megafon i zaczął wydzierać się w obronie polskiej wsi i polskich chłopów, protestować w sklepach, na ulicach, pod sejmem.
Tak walczył o godność biało-czerwonego buraka, aż w końcu trafił na polityczne salony. Najpierw jako twarz Agrounii, później jako poseł, a wreszcie (były już) wiceminister rolnictwa. Ostatnio mniej udziela się w polityce, a więcej w socjalmediach, gdzie zasięgi wykręcają jego filmiki o codziennym życiu na wsi.
Wsi spokojna, wsi wesoła? Bynajmniej! Właśnie znalazł się w samym centrum afery, przy której problemy ze skupem żywca to pikuś. Byłe współpracownice oskarżają go o agresję, zastraszanie, nadużycia, a nawet narkotyki z krajów Mercosuru.
Kołodziejczak oczywiście zaprzecza i odpiera zarzuty, nie wahając się użyć… Krzysztofa Rutkowskiego (Baran). Ekscentryczny detektyw, który niedawno stracił charakterystyczną fryzurę, ale za to odzyskał licencję, znów jest w swoim żywiole. Twierdzi, że to wszystko kłamstwa i szantaż, a gdy nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi oczywiście o kasę, bo na biednego nie trafiło.