Jako dziennikarka i joginka z dużą ciekawością sięgam po każdą pozycję, która obiecuje odczarowanie duchowości. Agnieszka Passendorfer – którą wielu z Was zna jako doświadczoną nauczycielkę jogi, coacha i świetną dziennikarkę – ma ten rzadki dar pisania o sprawach głębokich bez zbędnego patosu. Jej styl jest lekki, niemal gawędziarski, a jednocześnie czuć w nim oczytanie, wiedzę i lata praktyki własnej. W najnowszej książce opiera się też na doświadczeniu nauczycielki, która wie, że dziś łatwiej nam godzinę scrollować telefon niż posiedzieć pięć minut w ciszy.
O czym właściwie jest ta książka?
To kompleksowy przewodnik po świecie medytacji, podzielony na wprowadzenie do teorii (symboliczne 1%) i opis praktyki (99%). Autorka wychodzi od obrazowej metafory „fazy grejpfruta”, kiedy kupujemy owoc z myślą o zdrowiu, a potem pozwalamy mu zgnić w lodówce. Dokładnie tak samo traktujemy medytację. Agnieszka pomaga nam ten gorzkawy, ale zdrowy owoc w końcu zjeść.
Książka prowadzi nas przez mity (np. ten, że w medytacji trzeba „nie myśleć o niczym”), kwestie techniczne (gdzie, jak i kiedy siedzieć), aż po konkretne techniki. Największą wartością tej pozycji jest jednak jej użyteczność. Autorka nie zmusza nas do siedzenia w kwiecie lotosu przez godzinę. Zamiast tego daje nam szwedzki stół technik, z którego możemy wybrać to, co pasuje do naszej aktualnej energii i momentu w życiu.
Jakie rodzaje medytacji znajdziemy w środku?
Agnieszka Passendorfer pokazuje, że medytacja ma wiele twarzy. W książce znajdziemy m.in.:
- Medytacje z wizualizacją – idealne dla tych, którzy potrzebują scenariusza i obrazów (jak np. medytacja góry, która uczy nas stabilności w obliczu życiowych burz).
- Medytacje „bycia” (bez scenariusza) – nauka bycia tu i teraz, gdzie myśli traktujemy jak chmury na niebie.
- Medytacje „gadane” i mantry – wykorzystanie dźwięku i słowa (np. kojące so ham), by dać umysłowi „zabawkę” i odciągnąć go od natrętnych myśli.
- Medytacje z uśmiechem – proste techniki podnoszące poziom endorfin.