„Uważam, że dama pije, pali i przeklina” – to jedna z najbardziej znanych wypowiedzi Beaty Tyszkiewicz. Językoznawca Jerzy Bralczyk twierdzi z kolei, że: „Częste przeklinanie, zwłaszcza takie już prawie nieświadome, to pewien rodzaj upośledzenia”. Święty Apostoł Paweł mówi o języku, jakiego winni używać chrześcijanie: „Niech nic nieczystego nie wychodzi z waszych ust. Mówcie tylko to, co pożyteczne, bo każde słowo jest darem” (List do Efezjan 4:29).
„Dama pije, pali i przeklina” – czy Beata Tyszkiewicz miała rację?
Wulgaryzmy budzą kontrowersje. Jedni ich używają, inni nienawidzą. Nasz stosunek do nich determinują wychowanie, środowisko, system wartości. Kojarzą się z przemocą, brakiem kultury, wykształcenia, problemem z panowaniem nad sobą. Pomagają jednak poradzić sobie z nadmiarem emocji. W krótki i dosadny sposób skomentować czyjeś zachowanie lub sytuację, zareagować na nagły problem.
Upraszczamy nimi opowieści, skracamy dystans, podgrzewamy temperaturę tego, co mówimy. Ich wydźwięk w dużym stopniu zależy od kontekstu i tonu głosu.
Przeklinanie jako naturalny środek przeciwbólowy
Jeśli uderzymy się w nogę i przeklniemy, słabiej odczujemy ból. Gdy puścimy siarczystą wiązankę za kierownicą, szybciej się uspokoimy i pojedziemy dalej. Możemy nimi wyrazić zachwyt i sprzeciw. Obrażamy przy ich pomocy i grozimy. Wiele wulgaryzmów w języku polskim ma w sobie głoskę „r” – dźwięczną, charakteryzującą się wibracją czubka języka, najbardziej ekspresyjną ze wszystkich. Już samo to ułatwia regulowanie emocji.
Pytanie tylko, czy ten sam efekt wywołałoby powiedzenie na przykład słowa „rower”.
Polska w czołówce: kto przeklina najczęściej?
Przekleństwa są niemal tak stare jak ludzkość. Wspaniale poddają się zabawom w nowe układy słów, wplataniom w poezję, dają przestrzeń na kreatywne korzystanie z całego bogactwa języka. Wszystko jednak zależy od intencji, z jakimi ich używamy.
A jakie narody przeklinają najczęściej? Amerykanie. Tak przynajmniej wynika z badań wykonanych pod kierunkiem prof. Edwarda S. Hughesa z University of Central Lancashire. Jego zespół zebrał dane z portalu Reddit, analizując wypowiedzi użytkowników z 36 krajów.
Tuż za Amerykanami uplasowali się Australijczycy, Kanadyjczycy, Brytyjczycy i Nowozelandczycy. Hiszpanie, Polacy i Meksykanie też chętnie używają przekleństw, za to najrzadziej przeklinają mieszkańcy Kuwejtu, Bahrajnu i Arabii Saudyjskiej.
Kreatywność w przeklinaniu: od Witkacego po „psiakostkę”
Przeklinanie zwykle kojarzy się z kilkoma najczęściej używanymi słowami. Dotykają one seksu, części ciała uznawanych za wstydliwe lub są wulgarnym określeniem prostytutki. Język polski jest jednak niebywale bogaty w przekleństwa. Tak bardzo, że nie można ich policzyć.
Witkacy proponuje na przykład: „ty chlipaku!, purwykołcie, kurdypiełku zafądziany! chliporzygu odwantroniony!”. Wiktor Hugo w „Nędznikach”: „Do stu tysięcy fur beczek zardzewiałych kartaczy!”. Joanna Chmielewska: „Kurza ich parszywa, niedojona, w galaktykę kopana”.
Wiele przekleństw brzmi tak niewinnie, że można ich używać, nie raniąc niczyich uczuć, także przy dzieciach, jak: „motyla noga”, „kurczę pieczone”, „o rany”, „psiakostka”, „do jasnej Anielki”, „do stu tysięcy diabłów”, „niech to dunder świśnie, „do diaska”, „jasny gwint”, „do stu piorunów”, „psiakrew”.
Niestety, dziś większość słyszymy albo oglądając stare filmy, albo z ust dziadka. Trudno wyobrazić sobie, że sięgniemy po nie w trudnych, zaskakujących sytuacjach, jak stłuczka czy upadek.
Bluzgi w służbie kobiet i budowania więzi
Wulgaryzmy nie niosą żadnej informacji, poza przekazem emocji lub intencji. Są po to, aby zaszokować, obrazić, potrząsnąć nami bądź kimś. Według badań CBOS, wulgaryzmów używa 8 na 10 dorosłych Polaków (średnio 19 razy dziennie). Najchętniej młodzież oraz mężczyźni. Przyznajmy – która kobieta nie usłyszała przynajmniej raz w życiu, że nie wypada jej przeklinać, że w jej ustach brzydkie słowa brzmią okropnie, że psuje nimi swoje piękno, honor, kobiecość?
Emma Byrne, autorka książki „Bluzgaj zdrowo. O pożytkach z przeklinania”, zwraca jednak uwagę, że wulgaryzmy pomagają nawiązać i wzmacniać więzi, bo dla kobiet są przepustką do przyjęcia do męskich grup, na przykład kibiców. Pisze, że walka o równouprawnienie okazałaby się łatwiejsza, gdyby było kulturowe przyzwolenie na to, by kobiety klęły, a mężczyźni płakali.
Przeklinaj z głową: gdzie grozi Ci mandat?
Używanie wulgaryzmów jest w naszym kraju raczej akceptowane i rzadko kiedy spotyka się z jawną dezaprobatą otoczenia. Czasem starsi ludzie zwracają uwagę młodzieży przeklinającej w autobusie.
Warto jednak wiedzieć, że w Polsce rzucanie bluzgami w miejscu publicznym jest wykroczeniem, zgodnie z art. 141 Kodeksu wykroczeń, i może skończyć się naganą, grzywną (do 1500 zł), a nawet ograniczeniem wolności, bo narusza porządek publiczny i obyczajność. Miejsce publiczne to park, autobus, sklep, ulica, ale także internet. Bezkarnie możemy przeklinać w domu, samochodzie, wśród znajomych.
Chcesz mieć lepsze wyniki na siłowni? Zacznij przeklinać
Tak dowodzą badania opublikowane w „American Psychologist”, przeprowadzone z udziałem 192 osób. Okazało się, że używanie wulgaryzmów poprawiło wyniki w treningu siłowym i w testach wytrzymałościowych. Wulgarne słowa zwiększały pewność siebie i wzmacniały podczas odczuwania dyskomfortu.
Pomagały się skoncentrować, pokonywać wewnętrzne ograniczenia, wkładać większy wysiłek w wykonywane zadania, jak robienie pompek czy trzymanie rąk w lodowatej wodzie. Okazuje się, że bluzgi wywołują silne emocje, które podnoszą tętno, a to z kolei zmniejsza odczuwanie bólu.
– Przeklinanie jest łatwo dostępnym sposobem na to, by dać z siebie więcej – stwierdził główny autor badania, dr Richard Stephens z Keele University, w Wielkiej Brytanii. Co ciekawe uczestnicy, którzy przyznali się do częstego przeklinania w życiu codziennym, wykazali wyższą tolerancję na ból, w porównaniu z tymi, którzy zgłosili rzadsze używanie wulgaryzmów.
Badania podkreślają też pozytywny wpływ przekleństw na… budowanie koleżeństwa, solidarności, bliskości i zaufania w grupie współpracowników, zwolenników danej partii politycznej, kibiców – generalnie ludzi, których łączy wspólna pasja.
Dlaczego przeklinanie tak pomaga?
Hipotez jest kilka. To sposób, żeby przestać się kontrolować, zrzucić społeczne ograniczenia, spontanicznie wyrazić swoje emocje, pozwolić sobie na dosadną autentyczność, stanąć ponad normami kulturowymi, okazać moc. Wulgaryzmy mogą podsycić pewność siebie, postawić granice.
Psychologowie wskazują, że mogą one służyć jako mechanizm radzenia sobie ze stresem i frustracją, działając oczyszczająco jak katharsis i pomagając regulować napięcia. Badacze postrzegają przeklinanie jako możliwość szczerego wyrażania siebie – figurę retoryczną, sposób na zwrócenie uwagi na treść, pomoc w zapamiętywaniu usłyszanych słów.
Bluzgaj, ale z głową
Ważne jednak jest, żeby utrzymać odpowiednie proporcje. Przeklinanie w celu rozładowania emocji różni się od rzucania wiązanek tylko po to, aby je sprowokować. Co innego używać bluzgów, by się uspokoić, a co innego, by kogoś zezłościć, obrazić, zmiażdżyć.
Odbieramy przekleństwa jako atak, wrogość lub dominację, przez co wywołują w nas ewolucyjnie uwarunkowaną reakcję: „walcz lub uciekaj”. Jeśli więc zaczniemy obrzucać kogoś błotem i konstruować obraźliwe wiązanki, spodziewajmy się odpowiedzi. Albo ta osoba się od nas odetnie, albo również obrzuci nas wulgaryzmami.
I warto mieć świadomość, że gdy ktoś nieustannie używa ich wobec nas, jest to zachowanie przemocowe, które niszczy relację. Przeklinajmy, ale z głową.
Marta Bitner