Wodnik nie owija w bawełnę
Wodnik psuje święta, bo odmawia współpracy. Ba, żeby tylko nie uczestniczył w rytuałach, ale on jeszcze musi to skomentować. Po swojemu, czyli bez owijania w bawełnę. Kiedy wszyscy zgodnie malują pisanki, on pyta, czy naprawdę musimy co roku malować te głupie jajka.
Gdy babcia przygotowuje koszyczek, Wodnik zaczyna debatę o tym, czy tradycja ma jeszcze sens w nowoczesnym świecie. A kiedy wszyscy chcą po prostu spokojnie zjeść śniadanie, on wpada na pomysł, żeby zamówić pizzę. Śmigus-dyngus? Jak można marnować tyle wody, kiedy ziemia wysycha? A potem dziwi się, że nikt go nie zaprasza.
Panna: wystarczy, że spojrzy
Panna potrafi zepsuć święta samą swoją obecnością. Wystarczy jej jedno spojrzenie i zmarszczona w dezaprobacie brew, a już niedopieczony sernik, nierówno ułożone pisanki albo obrus, który „mógłby jednak być lepiej wyprasowany” mają ochotę zapaść się ze wstydu pod ziemię. A właściwie ci, którzy są odpowiedzialni za tę kompromitację.
Gdy tylko Panna siada przy stole, wszyscy obecni zaczynają nerwowo kręcić się na krzesłach i przygładzać niewidoczne łady koszuli. A ona rzuci niewinne: „Barszcz to chyba z papierka” i nie rozumie, czemu goście stracili apetyt, bo przecież powiedziała tyko prawdę.
Bliźniętom samo wychodzi
Bliźnięta nie przyjeżdżają na święta, żeby jątrzyć i wywoływać rodzinne dramy. Po prostu samo im tak wychodzi, tym bardziej, że nie uznają tematów tabu. Jeszcze nie zdążą zdjąć kurtki, a już od progu zaczynają tyradę: co kto o kimś powiedział, kto z kim się pokłócił, kto jest w ciąży, kto kogo zdradza i komu odbiło na starość.
A to niewybrednie sobie z kogoś zażartują, a to wygadają czyjś sekret, a jeśli go nie znają, wymyślą na poczekaniu, albo powiedzą głośno to, co wszyscy wiedzą, ale o czym mówić nie wypada, zwłaszcza przy świątecznym stolce. I atmosfera dziwnie się zagęszcza i wszyscy patrzą na siebie podejrzliwie przez najbliższe pół roku.
Baran nie ma cierpliwości
Czwartym znakiem, który może widowiskowo rozmontować Wielkanoc, jest Baran. Bo Baran nie ma cierpliwości do oficjalnych imprez, nawet rodzinnych. Nie będzie siedzieć grzecznie i uśmiechać się, gdy coś go drażni. A rozdrażnić go niezwykle łatwo. Wystarczy mieć inne zdanie w jakiejkolwiek kwestii. I już zaczyna dyskusję „o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy.”
A jeśli, nie daj Boże, przy stole spotkają się dwaj równie uparci przedstawiciele tego znaku, sytuacja bardzo szybko eskaluje. Kłótnie, wzajemne przekrzykiwanie się, wyzywanie od idiotów i walenie pięścią w stół. W końcu wychodzi trzaskając drzwiami, wcześniej informując, że jego noga więcej tu nie postanie. Pozostali goście jeszcze długo siedzą oszołomieni, nie wiedząc, co się właściwiej stało.
Fot. shutterstock