Pliki Epsteina poszły w świat
W miniony weekend amerykańska prokuratura udostępniła 3 miliony nowych stron związanych ze śledztwami związanymi z Jeffreyem Epsteinem, który utrzymywał kontakty w wieloma bogatymi i wpływowymi ludźmi z całego świata, zajmował się stręczycielstwem, a także dokumentował i nagrywał swoich gości w krępujących sytuacjach.
Prokuratura przyjęła zasadę "nadmiarowego gromadzenia" by uniknąć zarzutów o selekcjonowanie dowodów - i wpuściła je do internetu. Każdy po wejściu na stronę "justice.gov/epstein" może - po odklikaniu, że jest pełnoletni - wpisać do wyszukiwarki dowolne hasło i sprawdzić wyniki. Tym samym ze sfery domysłów cala sprawa przeniosła się do naszych telefonów, do mediów i social mediów.
Mogliśmy poczytać, że Bill Gates prosił o leki na choroby weneryczne, Sarah Ferguson proponuję Epsteinowi ślub, Noam Chomsky doradza, jak zażegnać wizerunkowy kryzys ("ignorować"), norweska księżniczka Mette-Marit na luzie pyta o tapetę z nagimi kobietami dla swojego rozpuszczonego synka, Richard Branson żartobliwie wspomina "harem Epsteina", a Elon Musk wczesnym rankiem w Boże Narodzenie potrzebuje dzikiej imprezy.
Celebryci, politycy, członkowie rodzin królewskich dowcipkują, śmieszkują i bagatelizują wcześniejsze oskarżenia Epsteina, a było to już po skandalicznej ugodzie z 2008 roku, która mimo że żadną karą nie była, ujawniła przestępczy proceder. Nie można już było udawać, że się nie wie, a jednak udawali, bagatelizowali, żartowali. A teraz najchętniej zapadliby się pod ziemię.
Pliki Epsteina i Pluton w Wodniku
Tak właśnie działa Wodnik, i tak działa Pluton. Równościowy, antyelitarny wpływ Wodnika widać w masowej lektorze plików, Pluton za to "przebił wrzód" i pokazał, jak świat tzw. elit jest obłudny, brudny i szemrany. Sam Pluton jest przy okazji dowodem na to, że tranzyty działają też po śmierci, bo Epstein miał Słońce na początku tego znaku.